7 lutego 2015

day without desire

No i przyszła długo wyczekiwana sobota. Dzień, w którym miałam zamiar odpocząć od nauki i wszystkich obowiązków. Dzień, w którym chciałam spać tak długo, dopóki nie obudzi się mnie na obiad. 
Co się jednak stało? 
Kompletnie nie chciało mi się spać, bo źle się czułam i zresztą nadal czuję. Pięć dni chodziłam do szkoły i nie chorowałam, a na weekend złapała mnie choroba? No tak. To się nazywa szczęście. Szczególnie, że jutro miałam spotkać się z Piotrem na lodowisku i nie jestem pewna, czy będę w stanie w ogóle gdziekolwiek wyjechać. A cały tydzień czekałam tylko na tą niedzielę.
Ale zmieniając temat.
Czy i Wy mieliście kiedyś taki dzień, gdy kompletnie nic Wam się nie chciało?
Ledwie podnosząc się po południu z łóżka, leniwie podążając do łazienki, ogarniamy się. Nieprzytomni, wracamy do swojego pokoju, siadamy na łóżku i wpatrujemy się w przeciwległą ścianę. Po jakimś czasie bezsensownego siedzenia, o niczym nie myśląc, bierzemy swój telefon i włączamy na słuchawkach muzykę, zatapiając się w jej świecie. Kładziemy się na wznak i leżymy, od czasu do czasu przysypiając, budząc się, patrząc w sufit i ponownie zamykamy oczy.
Nasze myśli są całkowicie wyłączone, jesteśmy nastawieni tylko na odbiór muzyki.  Nie ma się wtedy ochoty na nic. Cały dzień jesteście ponurzy, uśmiechając się tylko czasami, pod przymusem. Po zjedzeniu obiadu nawet nie chcecie się nigdzie przejść, ani tym bardziej na moment wyjść na dwór czy nawet spotkać się ze znajomymi. Nie wykonujemy powierzonych nam przez rodziców obowiązków domowych.
Nic takiego. Każdemu się czasami przydarza taki dzień. Jest to bardzo ważne, by od czasu do czasu w ten sposób się wyłączać od świata całkowicie myślami. W ten sposób regenerujemy nasze siły, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Odcinamy się nieświadomie od problemów codzienności i żyjemy przez moment w naszym własnym świecie. Czujecie się wówczas jednak trochę nieswojo, ponieważ w głębi podświadomości zdajecie sobie sprawę, że nie jest to normalne zachowanie, cały dzień spędzić na łóżku czy kanapie, z laptopem lub książką w ręce. 
Działamy wtedy na nerwy naszym rodzicom, którzy nie chcą dopuścić do siebie myśli, że moglibyśmy cały dzień przetracić w ten sposób. Starają się nas wyciągać na spacery, zakupy, do rodziny i nakłonić do wykonania domowych obowiązków. Zapominają, że i oni kiedyś z pewnością mieli podobne dni, w których brak chęci i optymistycznego myślenia przeważały.
Problem pojawia się jednak wtedy, gdy taki ,,dzień lenia” zdarzy nam się w jakiś dzień szkolny. Wówczas z grymasem na twarzy szykujemy się na ostatnią chwilę i idziemy do szkoły, gdzie nasz humor coraz bardziej się psuje. Przyjaciele i znajomi pytają nam się, czy coś się stało, bo wyglądamy na przygnębionych. My wówczas odpowiadamy (nie bardzo wiedząc, co nam jest), że się nie wyspaliśmy i chętnie zostalibyśmy w domu. Może być i tak, że w ogóle nie idziemy do szkoły, tłumacząc rodzicom, że źle się czujemy. Co nie zmienia faktu, że jest to nieodpowiedzialne.
Brak chęci przydarza się zwykle bardzo niespodziewanie, a czasem nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy.  Wówczas staramy się także unikać kontaktów z rodziną, nie chcąc ich denerwować swoim apatycznym zachowaniem.
Jak przezwyciężyć taki stan?
Ja nie odkryłam na to jeszcze sposobu. Gdy mam ,,dzień lenia”, co mi się rzadko zdarza, jedyne, na co się zdobywam, to oglądanie ulubionych filmów na laptopie lub sporadyczne sprawdzanie portali społecznościowych i jedzenie jak największej ilości słodkości.
Wiadomo przecież, że czekolada znacznie poprawia nastrój. Jeżeli nie wierzysz, to wypróbuj – jak będziesz w złym humorze, zjedz tabliczkę czekolady! Rezultaty zauważysz natychmiast! J
Podobny efekt, jak jedzenie słodkości, daje oglądanie bajek. Tak – bajek. Nawet dziecinnego ,,Scooby-Doo”, czy takiej bajki, jak ,,Barbie”. Może się to wydawać dziwne, żeby nastolatek, gdy ma zły humor, oglądał animacje. One jednak naprawdę potrafią poprawić nastrój i sprawić, że będziemy się śmiali sami z siebie
Bo jest to bardzo ważne, aby mieć do siebie odpowiedni dystans =)





Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć, zapraszam na

i





30 stycznia 2015

long absence

Jezu, jak dawno tutaj nie zaglądałam, na dworze teraz jest strasznie zimno i ponuro, tak, że nawet się nie chce gdziekolwiek wychodzić. Od czasu do czasu pada śnieg, który momentalnie topnieje, nie dając się nacieszyć swoim istnieniem. Mam ochotę położyć się tylko pod ciepłą kołderkę i spać =) Na szczęście na ten weekend mam bardzo ambitne plany, ponieważ moja siostra ma jutro urodziny, a w niedzielę wyjeżdżam na łyżwy do Kościana =)
Apropo wyjazdów i spotkań, dawno nie widziałam się z wieloma osobami, które opuściły w zeszłym roku i dwa lata temu nasze gimnazjum. Z osobami, z którymi się przyjaźniłam
Dlaczego?
Albo brakuje nam czasu, albo chęci, albo po prostu tego codziennego kontaktu, który miałyśmy jeszcze w gimnazjum. Inaczej jest spędzać ze sobą prawie każdą przerwę szkolną, a inaczej widywać się raz na pół roku i to jeszcze tylko na chwilę. Wtedy także zauważamy, że w sumie to my nie mamy o czym rozmawiać. Pytanie ,,Co u ciebie?” jest ustawione w standardzie i zwykle wymiana zdań kończy się poprzez ,,U mnie spoko, a u ciebie?” aż po ,,U mnie też jest dobrze. Powoli leci.”.
Zauważamy, że mamy sobie tyle do opowiedzenia, że nie sposób jest tych kilku miesięcy zaległości nadrobić, więc nawet się nie staramy podtrzymywać rozmowy. Wówczas łatwiej jest całkowicie zerwać kontakt, niż odświeżać stare więzi, które niegdyś nas łączyły.
To dziwne, ale taki jest ludzki umysł. Wypieramy z niego osoby, których dawno nie widzieliśmy. Nie chcemy o nich myśleć i przypomniać sobie tego, co było kiedyś. Gdy później spotykamy się przypadkowo na ulicy, rzucamy sobie ukradkowe ,,Cześć” i mijamy się z opuszczonymi głowami, jakbyśmy byli pokłóceni. 
Jaki jest w tym sens?
To się nazywa ,,Niema kłótnia”.
Podobno prawdziwa przyjaźń, podobnie, jak miłość, przetrwa wszystko. Jak się okazuje, nie jest to możliwe. To nie jest tak, że ja jestem pesymistką, czy kimś w tym rodzaju. Jestem na ogół osobą pozytywnie nastawioną do życia, która potrafi od czasu do czasu zastosować logiczne myślenie.
Wniosek jest taki, że jeżeli kogoś długo nie widzimy, na początku zaczynamy tęsknić. Tęsknimy tak cholernie, że tego nie da się opisać. 
Później zaczyna się czas, gdy myślimy o tej osobie coraz mniej, zaledwie raz na tydzień, nie przywołując już żadnych emocji. A wiadomo, że pozbyci emocji jesteśmy puści, jak dziura bez dna. W sercu ta osoba zaczyna ,,szarzeć”, tracić swoje barwy, aż w końcu całkowicie zapominamy, jak wyglądała. Pamiętamy tylko kontur twarzy, bez dokładniejszych szczegółów. W końcu dochodzi do tego, że gdy po kilku miesiącach lub roku ponownie spotykamy niegdyś naszego przyjaciela, ogarnia nas fala euforii i radości, niezwykle silna, ale i jednocześnie krótkotrwała, ponieważ jesteśmy z natury pamiętliwi. Nasz mózg zapisuje wszystkie informacje, jak Internet zapisuje się w Historii przeglądarki. Automatycznie zakazuje bliższego kontaktu, przypominając, że już nie znamy tak dobrze tej osoby, jak niegdyś. Sprawia to, że zwieszamy głowę i udajemy, że się nie znamy.
Dlaczego się nie znamy?
Bo potrafimy pamiętać tylko jedną krótką chwilę. Jeżeli nie odświeżamy przyjaźni regularnie, ta szarzeje i zanika, jakby jej nigdy nie było, pozostawiając w sercu pustkę.
Pisząc ze sobą wiadomości na portalach społecznościowych, przesyłając sobie nawzajem zdjęcia, by w ten sposób przypomniać o sobie, wydaje się genialnym pomysłem na utrzymanie kontaktów na odległość. Niestety, tylko się wydaje, ponieważ pisząc, nie możemy patrzeć w oczy drugiemu człowiekowi, aż w końcu może zdarzyć się sytuacja, że myśląc o swoim przyjacielu nie będziesz widzieć jego twarzy jakby w realu, lecz zastygniętą w bezruchu, sztucznie uśmiechniętą, na wpół przesłoniętą literami – postać, którą stworzymy, analizując zdjęcia, które otrzymaliśmy i wiadomości. Nie zauważymy nawet, że naszemu przyjacielowi zmieniły się poglądy na jakieś tematy, że po prostu nie jest już tą osobą, co w gimnazjum.
Wbrew pozorom zauważyłam, że uczniowie w liceum i technikum, czy nawet w zawodówce, szybko dorastają emocjonalnie. Nie są już tymi krzykliwymi i wiecznie niespokojnymi, nadpobudliwymi gimnazjalistami, którymi byli zaledwie kilka miesięcy temu. Nie wymyślają ,,Akcji Granat”, nie kradną kredy spod tablicy, nie rysują obrazów na szkolnych ławkach czy krzesłach, większość stara się słuchać na lekcjach i dobrze się uczyć, ponieważ wybrali szkoły, które im odpowiadały. Dla nich zaczyna się nowy etap i uświadamiają sobie, że nadszedł czas na zamknięcie drzwi ,,GIMNAZJUM”. Tym samym jednak niestety często odcinają się od swoich przyjaciół, poznając nowe towarzystwo i zmieniając się coraz bardziej.


Jeżeli chcecie się czegoś dowiedzieć , zapraszam na ask ;3


1 grudnia 2014

strange habits makeup

Zauważyliście, że na dworze jest coraz zimniej? Minusowe temperatury bardzo dają się we znaki, zmuszają do cieplejszego ubierania się. Jednak mimo, że założysz grubszą kurtkę i czapkę, i tak jest Ci zimno. Nienawidzę, gdy dni są takie krótkie, jak teraz. Praktycznie ciemno jest już o 17:00, przez co muszę od nowa organizować sobie czas po szkole. Najbardziej denerwuje mnie fakt, że gdy spotykam się ze znajomymi w weekendy i nadchodzi godzina 19, czuję się, jakby była co najmniej 21. No cóż, muszę przyzwyczaić się do zimowego czasu, nie żyć już wakacjami.  




Myślę, że warto by tu wspomnieć o zbliżających się wydarzeniach, które są niezwykle ważne w naszym życiu. Patrząc na kalendarz nie mogę uwierzyć, że tegoroczne święta Bożego Narodzenia zbliżają się tak szybko! Z dnia na dzień jesteśmy coraz bliżej Gwiazdki, przystrajania choinki i szykowania potraw na Wigilię. Już się nie mogę doczekać tej wspaniałej, rodzinnej atmosfery, która towarzyszy nam co roku J


Ale zmieniając temat, ostatnio rzuciła mi się w oczy pewna.. hm.. ,,Sprawa”.

 Czy i Wy zauważyliście, że większość dziewczyn z naszego otoczenia wykonuje sobie przesadnie mocny makijaż, który je postarza? 

Mijamy na mieście setki osób w naszym wieku, które wydają się co najmniej o kilka lat starsze. Jestem tylko ciekawa, co im to daje? Jak wygląda taki makijaż na młodej skórze?

Oczy? Obowiązkowo podkreślone czarną kredką do oczu lub eyelinerem tak grubą kreską, że ta wybiega daleko poza kąciki oczu i sięga prawie do samych uszu. Na rzęsy nałożony jest tusz, najbardziej intensywny, jaki udało nam się znaleźć w ,,pierwszorzędnej” drogerii. Nic się nie stanie przecież, jeżeli nałożysz sobie ten tusz kilka razy dziennie, warstwa na warstwę. Liczy się przecież wyrazistość i ostrość spojrzenia! Im czarniej, tym lepiej! Najlepiej, aby czerń okalająca oczy widoczna była z odległości co najmniej kilkunastu metrów.  Rzęsy tak ciężkie od nadmiaru kosmetyku, że przesłaniają nam połowę oczu, są NAJLEPSZE! Jeżeli naszych kresek i mega grubych, posklejanych od tuszu i nienaturalnie długich rzęs nie widzą otaczający nas ludzie, oznacza to, że jesteś nikim – zwykłą szarą nastolatką – i koniecznie musisz powtórzyć wszystkie czynności, nakładając kolejne kilka wartw, aby upodobnić się do Effie z ,,Igrzysk Śmierci” lub do dziewczynki ze studni. 

Pamiętasz, jaki ona miała stylowy makijaż? 

Koniecznie użyj mrocznych cieni do powiek! Nie nakładaj ich jednak na powieki, tylko na miejsce tuż pod brwiami, aby było bardziej tajemniczo! W ten sposób oznajmiasz światu ,,Nie zadzieraj ze mną bo cię napadnę w mrocznym zaułku jak Dracula i wyssię z ciebie krew a moje oczy dodadzą mi odwagi!”. Bez sensu? Wiem! 

Brwi? ZGÓL JE! ,,Brwi wy****ć, kreski wstawić!”. Nie ważne, jeżeli jedna kreska wyjdzie ci troszkę wyżej, od drugiej. Ważne, żeby były czarne i rzucające się w oczy!  To jest teraz w modzie!

Usta? Nie mogą pozostać bez poprawek. Koniecznie użyj do tego kredki, aby podkreślić kontury i kształt warg. Nic się nie stanie, jeżeli troszkę wyjedziesz poza brzegi. Rozmaż niechcianą linię palcem, na pewno nikt nie zauważy, że masz czerwony ślad tuż obok ust. Następnie wymaluj je matową, bordową pomadką i dodaj odrobinę błyszczyku, aby miały odpowiedni połysk. Myślę, że krwista czerwień będzie odpowiednia. 

Nie uzyskałaś głębi koloru? 

To nic! Wysmaruj usta kolejną warstwą!  Tak intensywne usta powinny odciągać uwagę od wytapetowanej twarzy, dlatego koniecznie muszą się wyróżniać! Absolutnie nie mogą pasować do reszty Twojego ubioru, pamiętaj! Mają wyglądać, jak wyrwane z kontekstu, zapożyczone od klauna! Zadowalający efekt uzyskasz wtedy, gdy jakiś obcy typ zaczepi Cię na ulicy, a usta posłużą Ci do ,,Romantycznego całowania w usta i do wzorowego ob******ia ch**a”. Gratuluję!




Twarz?  To jest jasne, że powinna być całkowicie pokryta fluidem przecież! Najlepiej ciemniejszym od koloru cery, tak, żeby tworzyła efekt ,,maski”. Doskonały efekt uzyskasz, jeżeli dotykając po nałożeniu fluidu swojego policzka pozostanie Ci na ręce jego odcisk. Całość MUSISZ wykończyć pudrem, jak najgrubszą warstwą, koniecznie ze !!znanej!! firmy kosmetycznej. Po co? Aby ukryć ,,niedoskonałości” cery, czyli, popularnie mówiąc, czerwone pryszcze, które powstają na każdej twarzy nastolatka i ,  co przecież wiadome, pochwalić się drogim makijażem! Dodatkowo fluid znacznie postarza, co sprawia, że będziesz wyglądać na kilka lat starszą (co oczywiście nie znaczy, że na mądrzejszą). Jeżeli zdarzy Ci się zasnąć, nie zmywając makijażu, na następny dzień nałóż ponowną warstwę i powtarzaj tą czynność NAJMNIEJ trzy razy dziennie za pomocą szpachelki, którą stosuje się do nakładania tynku na cegły przy budowie domów. Nie przejmuj się, jeżeli będziesz miała na twarzy 3 kg tapety. Im więcej, tym lepiej! Będziesz wyglądać oczywiście doroślej i nienaturalniej! Lepiej ukryjesz swój brak pewności siebie za tą maską, staniesz się innym człowiekiem .


To absurdalne! Uważam, że większość dziewczyn, które wykonują sobie przesadnie mocny makijaż, mają na punkcie swojej urody niezliczone kompleksy.  Ukrywają się pod kilogramami kosmetyków, licząc na to, że są ,,fajne” i ,,ładne”. Nie wiedzą jednak, że postarzając się w ten sposób, zupełnie nie wpasowują się w ramy swojego dziecinnego zachowania. Co z tego , że zainteresuje się Tobą starszy chłopak? Gdy pozna Cię bliżej, zobaczy, że wcale nie jesteś taka inteligentna, na jaką wskazuje twój dorosły wygląd.
Gdy mijam na mieście takie wytapetowane ,,lale”, mam ochotę się śmiać. Malują się, żeby poczuć się pewniej? Niszczą sobie skórę chemią. Oczywiście nie twierdzę, że nie można się w ogóle malować. Można wykonywać sobie jakiś delikatny makijaż, delikatnie podkreślone oczy czy korektor nałożony na niedoskonałości to nic złego w porównaniu z ,,tapetą”. Wygląda bardzo naturalnie i istotnie ładnie oraz estetycznie. I z pewnością taki delikatny wygląd bardziej zwraca uwagę na dziewczynę, niż pełny makijaż. Wygląda także o wiele odpowiedzialniej i doroślej.  

Ale to tylko moja opinia. Sama decydujesz, jak chcesz wyglądać =)
Mam nadzieję, że załapaliście sarkazm dzisiejszego wpisu =)


A Wy? Co o tym sądzicie?



 

 ASK

23 listopada 2014

#3 sezonowcy

Właśnie minął nam kolejny tydzień listopada. W tym tygodniu na szczęście nie mieliśmy zbyt wielu sprawdzianów w szkole, ani kartkówek, więc mogłam ze spokojem się na wszystko uczyć. Tak – uczyć. Jak już pewnie wiecie lub też się orientujecie, jestem w ostatniej klasie gimnazjalnej, co dla mnie wiąże się z poczuciem obowiązku zdobywania dobrych ocen i napisania w kwietniu jak najlepiej testów, aby dostać się do wybranej szkoły. Jak do tej pory zastanawiałam się nad liceum ogólnokształcącym w Poznaniu o profilu humanistycznym (kierunek dziennikarstwo/prawo/architektura) i nad technikum logistycznym.  Ale do wyboru pozostało jeszcze całkiem sporo czasu, dlatego wolę żyć teraźniejszością. 
W środę pisaliśmy konkurs z matematyki o nazwie ,,Złota Żaba”, z której otrzymałam 15/100 pkt.  Bardzo się z tego wyniku cieszę, ponieważ spodziewałam się gorszego J Za to w czwartek odbył się konkurs z języka polskiego, także z serii ,,Złota Żaba”, z którego uzyskałam 86,5/100 pkt i przeszłam do dalszego etapu, który będziemy pisać w Swarzędzu. Cieszę się z tego, ponieważ naprawdę nieczęsto zdarza się, że cokolwiek wygrywam, nie licząc konkursów plastycznych.
Ostatnio, wracając z rodziną samochodem do domu od cioci, która mieszka ponad 200 kilometrów od Poznania, tata włączył samochodowe radio i nastawił kanał na 93’fm . Pewnie każdy z Was wie, co to za popularna stacja radiowa. Słucha lub słuchała ją z pewnością każda osoba w naszym wieku, nie ważne, czy przez dzień, czy przez godzinę. Mi zdarzyło się ją wówczas słuchać przez prawie trzy godziny, tak długo, jak jeszcze nigdy, ponieważ nie wzięłam swoich słuchawek do telefonu.
Na początku bardzo mi się to podobało, ponieważ Eska to moja ulubiona stacja radiowa. Z ciekawością słuchałam ich muzycznych propozycji i czułam się naprawdę wspaniale. Z czasem jednak, po około godzinie, zauważyłam, że repertuar się powtarza. Nie dość, że znałam wszystkie utwory, które puszczali (ponieważ ja mam takie zwyczaje, że prawie codziennie wyszukuję na Internecie nową muzykę), to dodatkowo doszłam do wniosku,  że jedną z moich ulubionych piosenek ,,puszczają” wyjątkowo często. Średnio co pół godziny.  Mowa tutaj o ,,1 moment K2 i Buki. Gdy dojechaliśmy do domu, miałam dosyć tej piosenki – automatycznie zmieniłam dzwonek na swoim telefonie na jakikolwiek inny, byle nie był to ,,1 moment”. Po kilku dniach to obrzydzenie całkowicie mi przeszło i wszystko wróciło do normy – rzecz jasna przez te kilka dni starałam się unikać mojego ,,ulubionego” radia, aby ponownie nie znudzić się jakąś piosenką.
Zaczęłam się więc zastanawiać nad osobami, które są tak zwanymi ,,sezonowcami”.
Kto to sezonowiec?
Definicja jest prosta. Osoba, która słucha danej muzyki czy wykonawcy tylko w momencie, gdy jest on modny. Na Facebooku wielu moich znajomych ostatnio dodawało zdjęcia z opisem, w którym znajdował się cytat z piosenki ,,1 moment. Co druga osoba nagle stawała się fanem lub fanką K2 i Buki i była zachwycona tekstami, które rapują. Strasznie mnie to zdenerwowało i miałam ochotę zadać im  pytanie, gdzie byli, zanim zaczęła puszczać ten utwór Eska.
,,1 moment” znalazłam w Internecie na początku wakacji, w lipcu, przeglądając ciekawe utwory. Od razu się nim zachwyciłam i pobrałam sobie na telefon, ustawiając refren jako dzwonek. Na początku sierpnia moi przyjaciele doskonale znali już tą piosenkę dzięki mnie i byli nią równie mocno zachwyceni. Natomiast pod koniec sierpnia, gdy zaczęła być emitowana w radiu, uzyskała ogromną popularność wśród osób, które nigdy do tej pory jej  nie słyszały. Nie byłoby w tym nic denerwującego, gdyby nie fakt, że owe osoby tak samo nagle, jak zaczęły lubić tą piosenkę, stały się fanami rapu!
Pomyślałam wówczas, że ,,Nadeszła moda na rap w Esce” i tak też się stało. Swoje 5 minut miało kilka utworów rapowanych, rzecz jasna tylko takich, w których nie poruszane są poważniejsze tematy, które mogłyby urazić kilka osób. Grubson, Pawbeats, Buka, Bob One i wielu innych.
Podobnie było z Paktofoniką
Teraz wiecie, kto to taki, prawda?
A czy ktokolwiek wiedział, co to za zespół, ZANIM powstał film ,,Jestem bogiem? Przed ich ,,wysławieniem” poprzez film, znało ich tylko kilka tysięcy wiernych fanów w całej Polsce. Śpiewali ich teksty, kupywali płyty, jeździli na koncerty zespołu raperów, którzy śpiewali o życiu, miłości, zdradzie i przyjaźni. O problemach codziennego życia zwyczajnych ludzi. Zespołu, który stał się jakby ,,kolebką” polskiego rapu i nadał mu odpowiedni kształt. Tak samo nagle, jak tylko nieliczni słuchali ich utworów, niespodziewanie praktycznie cała młodzież zaczęła ,,jarać” się historią czterech raperów, których połączyły niezwykle silne więzi muzyki. 
I gdzie tutaj jest sens?
Prawdziwy FAN pozostaje z idolem od początku, do końca, bez względu na wzloty i upadki.

A Ty? 
Jesteś sezonowcem, czy raczej kimś, kto ma własny gust i sam decyduje, kogo jest fanem? 
Podążasz za ,,modą”, czy niekoniecznie?



19 listopada 2014

#2

Podobno pisząc wpis na bloga, najtrudniejsze jest zwykle pierwsze zdanie. Tak więc ja już mam je za sobą.
No i dopadła nas typowa, jesienna słota. Pisząc ten post, leżę w ciepłym łóżeczku i słucham elektryzującej muzyki, która chociaż odrobinę odciąga moją uwagę od okropnej, dołującej pogody. Jest bardzo wietrznie i deszczowo, co zawsze negatywnie wpływało na moje samopoczucie i humor.
 Będąc zaledwie kilkuletnim dzieckiem cieszyłam się, gdy mogłam bawić się całymi dniami wśród kolorowych liści, które spadały z drzew. Obecnie nie cieszą mnie ogołocone drzewa i tony liści w okolicznych lasach. Nie przepadam za jesienią. Uważam, że jest to najgorsza pora roku.
  A Wy?
Nasze poglądy na dane tematy nieustannie się zmieniają
Pamiętasz, jak będąc dzieckiem, cieszyłaś/eś się na przyjście Świętego Mikołaja? 
Jak lubiłaś/eś przytulać się do swoich rodziców, mówiąc, że ich kochasz? 
Jak wielką radość sprawiało Ci chodzenie do szkoły, zawieranie przyjaźni, uczenie się nowych rzeczy i angażowanie się w przedstawienia teatralne? 
Pamiętasz, jak w szkole podstawowej czy w przedszkolu śmiałeś/aś się z ludzi, którzy wyznawali sobie miłość? 
Jak nie potrafiłeś/aś sobie wyobrazić zimy bez lepienia śniegowego bałwana, ani dnia bez zabawy lalkami lub samochodzikami? 
Jak bałeś/aś się ciemności, tuląc do siebie pluszaka, jakby miał Cię ochronić przed nocnymi koszmarami?
  Jak cieszyłaś/eś się z każdego nadchodzącego dnia, wyczekując go z utęsknieniem i szkoda Ci było czasu na sen?
Teraz jesteśmy ,,doroślejsi”, a dorastając, pokonujemy kolejny etap swojego życia i z każdym dniem tracimy cząstkę swojej ,,niewinności”. Nie jesteśmy już słodkimi, uroczymi dziećmi, które zrobią wszystko, co tylko będą kazali im rodzice, bez słowa sprzeciwu.  Jesteśmy młodzi, ale lata, które już przeżyliśmy do tej pory, nauczyły nas wielu nowych rzeczy i pokazały mnóstwo doświadczeń. Teraz mamy własne poglądy na dane tematy i często nie chcemy słuchać osób trzecich, które chcą wtargnąć w nasze życie i je pozmieniać. Wydaje nam się, że wszystko zawsze się ułoży. 
Jednak czy na pewno nadal będziemy tacy sami?
Zmieniamy się nie tylko z wyglądu, lecz także z charakteru. Jesteśmy bardziej pewni siebie i swojej wiedzy. Sami dobieramy swoje towarzystwo i polegamy na godnych zaufania ludziach. Mamy przyjaciół, kolegów, znajomych, a niektórzy z Nas mają już nawet swoje drugie połówki. Zakochujemy się, oczywiście nie zawsze szczęśliwie. Popełniamy błędy i na ich podstawie nadal się uczymy i w ten sposób dorastamy coraz bardziej. Wypieramy ze swoich myśli resztki dzieciństwa, gubiąc gdzieś po drodze bezinteresowność i szczerość. Bo tylko dzieci potrafią być do końca szczere. My, młodzież, bardzo często kłamiemy, oszukując nie tylko otaczających nas ludzi, lecz także samych siebie. Po jakimś czasie uzależniamy się od kłamstwa i sami zaczynamy wierzyć  w to, co opowiadamy.  To także jest część etapu naszego dorastania.
A gdzie podziewa się bezinteresowność?
Niegdyś nie zastanawialiśmy się nad tym, czy pomagając rodzicom dostaniemy za to jakąś nagrodę. Jedyną nagrodą było słowo ,,Dziękuję”, które teraz powoli zaczyna tracić w naszych oczach swoją wartość. Za wszystko, co robimy, spodziewamy się zapłaty (świadomie, bądź też niekoniecznie). Powstaje mnóstwo blogów lifestyle, które prowadzą coraz to młodsze dziewczyny, zachęcone sukcesami starszych koleżanek i współpracami z firmami. Jaki jest tego sens, skoro większość tych dziewczyn nawet nie czerpie radości z pisania, tylko z otrzymywania przesyłek i zamówień?

Dorastając, gubimy prawdziwy sens naszego życia i swoje prawdziwe ,,ja”, przystosowując się w ten sposób do świata, w którym żyjemy.  Większość ludzi udaje kogoś, kim nie są, co jest absolutnie równoznaczne z utratą całkowitą resztki ,,człowieczeństwa”.


_____________________________________________________________________



13 września 2014

#1

Siemka!  :)
Na początku chciałabym się Wam jakoś przedstawić :)

Kim jestem?

imię: Klaudia 
wołają na mnie: Klaudyna, Alex, Dinuś, Kwiatuś
nazwisko:  Jankowska
wiek:  15 lat 
wzrost: 164/165 cm
waga: nie przyznam się xd
szkoła: chodzę do klasy trzeciej gimnazjum
kolor oczu: niebieskie
kolor włosów: ciemny blond
sylwetka: szczupła




interesuję się: dziennikarstwem (piszę teksty do lokalnej gazety), wizażem, architekturą (szczególnie zagraniczną) , szkicowaniem (budowli architektonicznych typu ,,Big Ben", zwierząt), jazdą na rolkach, łyżwach i deskorolce :)


słucham: Dawida Kwiatkowskiego (Kwiatonator od ponad roku dzięki przyjaciółce <3), koreańskiego popu (C-CLOWN) i rapu (Słoń&Mikser, Ganja Mafia, Paluch, Chada, Buka, K2, etc)
lubię: wszelkie słodkości i jogurty naturalne, cytrynę, mleko, naleśniki z musem bananowym <3
nienawidzę: wszelkich tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, ani mięsa (nie, nie jestem wegetarianką, po prostu tego nie lubię)
ulubiony film: ,,Igrzyska Śmierci" ,,I wciąż ją kocham" ,,Nigdy więcej"
ulubiony program w tv: ,,Szkoła" , ,,Szpital" <3
rodzeństwo: dwie młodsze siostry xd


zwierzęta: pięcioletni, biszkoptowy, przerośnięty labrador który wabi się Prezes (miałam 10 lat jak go tak nazwałam xd), ważący ponad 60 kg i czteroletni labrador czarny, wabiący się Lola :)




piosenka, która ostatnio cały czas chodzi mi po głowie: ,,Bezsenność" Kajman, etc
bloguję od: dwóch lat, aczkolwiek dopiero w tym roku zaczęłam się bardziej przykładać do prowadzenia swoich blogów :)
powód założenia tego bloga: ostatnio doszłam do wniosku, że pomimo szkolnych zajęć pozalekcyjnych i przygotowań do testów gimnazjalnych, na które uczęszczam, strasznie się w domu nudzę :) Chciałam zrobić coś dla siebie - zacząć prowadzić własnego bloga lifestyle ;)
możecie mnie znaleźć na : 


To by było jak na razie na tyle :) Mam nadzieję, że chociaż troszkę mnie poznaliście :) 
Jak Wam się podobało? :)
odpowiedzi dajcie w komentarzach.! :)